Start Region Przyroda Kluby Prasa Poezja Galeria Linki
               
 

Jerzy Włodzimierz Misztela

 
LUCIĄŻA

Rzeko rodzinnych stron
Przeszedłem w tobie pierwszy chrzest
Poznałem smak wody łowiąc ryby
Czy
studząc ciało w gorace żniwne dni

Dziś
Stojąc nad twym przemyślnym nurtem
Wpatrzony
Jak w ekran wiejskiego kina podglądam
Swoje dzieciństwo
Zgarbione plecy matki kopiącej ziemniaki
I ojca przygiętego ciężarem wora z żytem

Rzeko
Chyląc czoło przed twymi wodami niosącymi
Życie i śmierć
Chcę złowić stęsknionym uchem młodzieńczy
Czas
I
Wszystko co jest nim wywlec na suchy brzeg
C h c ę ...

     
         
       
WSPOMNIENIE STAROWIEJSKICH ŁĄK

Tam gdzie biegałem za krowy ogonem
Jest wtopiona w pejzaż wierzba rosochata
Pod nią zaklęty kamień i strachy w konopiach
T a m . w r a c a m

Tam płachtę łąk ostrze Luciąży rozpruło
Na niebie krzyk uprzędło stado dzikich gęsi
Kiedym pod olchą fujarkę pasował
Zaklinając kozikiem patyk wiklinowy:

........................Wyliń mi sie piscołecko
........................Dom ci grosik na jojecko
........................A jak mi sie nie wylinis
........................To cie pod płot ciepne
........................Podziobie cie corno kura
........................Jarzymbiaty kogut

Tam gdzie biegałem za krowy ogonem
Bociana głos z nadzeją pulsuje po rosie
I klaskanie kierzanek i chrobot żurawia
T a m . w r ó c ę

Uklęknę przed chatą ucałuję ziemię
Którą opuściłem z podniesioną głową
I pójdę nad rzekę pokłonić się łąkom
Nasycić oczy widokiem trzech młynów

Tam gdzie biegałem za krowim ogonem
I zaklinałem patyk wiklinowy

         
 
POWROTY

Nie ma już
Piaszczystej drogi
Drzew nad brzegami Luciąży
Starego młyna
Rozwianych włosów naszych dziewczyn
I jesionów
.................przed domem
Którego też nie ma
Tylko bociany jak dawniej
Powracają na wiosnę
I nadal
............odmierza czas
To samo słońce

     
         
       
DO LUCIĄŻY

Rzeko moich lat szkolnych - rybie oko namiętności
przez twoje wody wypełnione po brzegi
...................-----........wrzawą dziecięcych zabaw
poprzez pastwiska pachnące skoszoną trawą
rumiankami i macierzanką
gdzie w podkasanych porciętach - n a - b o s a k a
biegałem z leszczynowym kijem
--- ----nad brzegiem błękitnym od niezapominajek
pośród grząskich torfowisk i strumieni
z piskorzami
zakrztuszonymi soczystym oddechem bagna
lilii wodnych i dymem
kiedy dzień wykuwał podkowy chabetom
a wieczór łamał -p r z e s t r z e ń
-------------------------furkotem dzikich kaczek
zapachem pieczonych kartofli
maślanką
i porykiwaniem nie dojonych krów

T a m -przemęczony -g o r ą c z k ą- żniwnych dni
z ufnością
powierzałem ciało twojej wodzie
i dziękowałem Bogu za każdy dzień
---------wespół z modlitwą parafialnych dzwonów

R z e k o .- .m a t k o
dzisiaj wysychasz z tęsknoty za poezją tamtych lat

         
 
GDZIE POCZĄTEK

..........................Rodzicom

T o
Co po latach wraca jak bumerang
Tam gdzie początek - to:
Droga ziarnista
D o m
........trzy jesiony osłaniają strzechę
Klepisko z gliny
W sieni piec chlebowy
Świerszcz za kominem
Stół wieczny
....................sosnowy
A na nim obrus z Ostatnią Wieczerzą

M a t k a
Przy kuchni pichci zalewajkę
O j c i e c
Przeżegnał bochen prosto z pieca
Nożem szczerbatym jak miecz Bolesława
Tnie chleb na pajdy
B a b k a
Za piecem przebiera różaniec

Tym domem umrę
Tego domu - n i e . m a

     
         
       
NAD ZALEWEM

Koniec dnia:
....................wykrwawił się z barw
Nad wodą klucz dzikich gęsi
Otwiera bramy
Dla nadchodzącego mroku

Księżyc rozpruł worek chmur:
Na niebo wysypują się gwiazdy

Noc
.........muzyką żab
..............................wabi suma