Start Region Przyroda Kluby Prasa Poezja Galeria Linki
               
 

Tadeusz Michalski

 
PIEŚŃ PILICZNA

W twoje piaski wchodzę sosną
wierny pagórkom przedborskim
Kląskasz delikatny swój nokturn
który koi brzegi wspomnień
Nadsłuchuję łagodnego przypływu
w szepcie turzycy piaskowej
A czarne dęby nad wodą
dojrzały tajemnicą
zapatrzone dnieją u brzegu
Dzika mięta ważki kadzi
w upojny taniec
Słyszę pieśń najmilszą
Pilicy
zasypiając w trawie

     
         
       
W DOLINIE PILICY

Zabłąkane strumienie
potykające się o piasek
opustoszałych młynów wodnych
nieme turbiny
wyschłe stawy obrosłe trawą
bez zielonej żaby
tkwią we mnie -
bym zdołał jeszcze biec długo
za czystym potokiem
wiernej wody

         
 
MOJA CHATA RODZINNA

Moim uczniom
współtwórcom muzeum

Okolona balami
kryta słomą
ze świecą białego komina
z małymi oknami
spoglądającymi czujnie
W drzwaich niska futryna
i wysoki próg
z podkową chroniącą szczęście
Ten świat strzeżony
przez kołkowy płot
który przerastały malwy
wiarą swą równający się strzesze
Pachnąca wapnem i słomą
z sienią i komorą
obok komina z koroną kapy
i zapieckiem dobrodziejem
wszechczasów
królestwo drewnianych misek
warząchwi i solniczki świętej
U góry drewniana powała
w majestacie pająków ze słomy
na ścianach patrzące z nieba
oczy wszystkich świętych
i krucyfiks
rozpięty nad życiem
U futryny gliniana kropielniczka
z wodą święconą
pośrodku ława wiążąca rodzinę
wspólną modlitwą i posiłkiem
pod nogami klepisko z gliny
Wszyscy uciekli w świat
zgarbiona chata dożywa wycugu
w piołunach i jaskółczym zielu
odprawia modły pokutne
za nie spełnioną wiarę
chowając za progiem
relikwie przodków
i pamięć

     
         
       
ZAPIS LEGENDARNY

Kiedyś mówiono
że powstał na skraju boru
nie istnieje jama Przedbora
wszystkie podziemia są zawalone
nikt nie głosi dziś legend
o prastarym Przedborzu
Puszcza Świętokrzyska i Nadpilicka
jak koliba wychowały swego Przedbora
sosny chrzcicielki nadały mu imię
i tak wyrósł maluch puszczański
którego z borów miał Przedbórz
A legendę usłyszysz w szumie borowym
prawdomównych sosen

         
 
ZBLIŻENIA

Z wieży kościelnej
biegnący krąg życia
z pierścieniem zielonym pól
i cięciwą Pilicy
w której koń pije wodę
rybim okiem patrząc
w przysłonięte lustro piasku
Lipy przy kościele pachną
miedzią wieży
gdzie kawki w swym zbliżeniu
nastawiają wskazówki zegarów
ku Pilicy

     
         
       
ORYLKA PILICĄ

Przy Pilicy brzuszysta Winduga
z żądnym piaskiem
gdzie Konecką dowożono drewno
żydowskim kupcom
Oryle zbijali klocek do klocka
w tafle chłopskiej wyobraźni
Jeszcze przeżegnanie lądu dragiem
i gotowy orszak flisacki
oddawał cię miekkiej wodzie rzeki
ufny twardym odciskom
aż do łona Wisły

         
 
SPROWADZONY DO LICZB PROSTYCH

Mój świat
kilka pagórków piaszczystych
parę traw wonnych
zasuszonych w wierszach
rzeka
Świat mój niewielki
jak świerszcz
grajek polny
Moje serce
ciągle cyka
lirycznym życiem

     
         
       
PEJZAŻE

Błękitnookie niebo nadpiliczne
parasolem obłoków nas osłania
spoglądając w oczy przesycone zielenią
z obrazem trawy wabiącej
idziemy w ptasie zarośla
gdzie remiz ma szczęśliwe gniazdo
jak ciepła rękawica przedwiośnia
Pragniemy swojego gniazda
splatając wiarę rąk
mniej trwale
W dolinie wyświetla się kropla rosy
równa łzie

         
 
* * *

Wzgórza przedborskie
posiane tarniną
z białym dekoltem kwiatów
które odsłaniam spojrzeniem
tuląc głowę do granicy pola
w kolana trawy
łagodne jak zieleń nieba
nad Pilicą

     
         
       
ZAPIS LIRYCZNY

Po tamtej stronie Pilicy
leży dolina w nagiej zieleni
chowając wstydliwie piersi tarniny
pod bluzkę Majowej Góry
Tam moje myśli zadomowiły się
..................................w siedlisku wiersza
warkoczem chmielu
pachniesz jak trawa w tomiku liryków
dziewczyno
zza rzeki

         
 
JEDYNAK

Głaz ogromnej wiary
oparł się człowiekowi
zimnym wyrazem
w zwałowej glinie
Jego ciało zlodowaciałe
ze zmarszczkami czwartorzędu
tuli uroczysko
świetlistej dąbrowy
Jakby sie uśmiechał do nas
porannym prześwitem

     
         
       
* * *

Nad Czarną Świdzińską
łęg z olszą czarną
cyganką drzew
pośród
dostojnych jesionów
w świetle podszytu kaliny
kokoryczki wonnej
i wawrzynka wilczegołyka
Porosły światłocieniem
na mokradłach rosiczkowych
z bezludziem mszystym
czerniejący diabli raj
jak pokusa wciąga
latem

         
 
W HOŁDZIE SAMOTNOŚCI

Chodziłem po tym mieście
często samotny
wzrok mój przyciągała
jedyna naturalna kochanka
P i l i c a
o czystym i miękkim ciele
wiernie przez pół wieku
szeptała mi do ucha
zawsze wyznanie miłosne
dziś ją rozumię

     
         
       
PRAWIDŁA

Nie przeżyję zdrady miłości
do pagórków, które trwać będą długo
do wody Pilicy, która napłynie nowa
do traw, które odrosną w kolejne wiosny
do kamieni, które przejdą do innej posługi
do piasków, które same się przemielą
do ulic, których imion dopilnują ludzie
najwierniej
Pozostanę tu
słowem

         
 
WIDOK

Ten krajobraz malowała czajka
biedna ale z czystym sumieniem
biały bocian w trójkolorach
który przesądził widoki
i niósł nadzieję okolicom
czapla bąk bucząca przy mokradłach
czyniła nastrój
ryby pisały przecinki na wodzie
przy domach jaskółki
wywołujące jasne niebo i chmury
Tu widziałem lustro Pilicy
ale nie umiem opisać całego krajobrazu
bogatej sukcesji natury

     
         
       
PILICA

Gdy wchodziłem do niej
była naga
jak boginki u źródeł Pilicy
wylewające z konewki rąk
..........................................wodę żywą
pachniała czystym piaskiem
jałowcem i sosnami
Gdy nie wchodzę do niej
czuję oddalenie
niezmiennie płynie ona
po wiecznym piasku
tylko ląd się zmienia
widzę to po wykrotach olszyn

         
 
* * *

Do mojej natury
natura tej ziemi pasuje
nie chcę inych krajobrazów
ani wód
rozmytych strumykami
z czystą duszą piasku
po którym chodziłem
ani innych pól
jak te piaszczyste
bardzo żytnie
traw poza tomką wonną
nie chcę innych sosen
Moja natura
tak samo
spowszechniała

     
         
       
WIDOKI Z OKNA

Wyjrzałem przez okno o zmierzchu
widząc kontury pagórka
za mgłą boru
Znów wyjrzałem o świcie
ujrzałem w mlecznej mgle jabłonkę
która rozjaśniała poranek
sennej Pilicy
W południe widzę dymy
które człowiek rozpuścił

         
 
TAM CHODZIŁEM

Zygmuntowi Wnukowi

Odnajdowałem jeszcze zielone pustkowia
nie napotykając człowieka
na torfowiskach piskorzenieckich
chodząc po bagnach
gdzie sosna karłowata przykucnęła
żurawina niewinnie się rozkłada
na kanapie torfowej
Jedynie zajęcie miała rosiczka wąskolistna
łowiła owady
i moją ciekawość

     
         
       
PODWORZE RĄCZKOWSKIE

Tadeuszowi Grabowskiemu

Nagie fiołki
u starego dworu
powstrzymują zapach dawności
stary park wynaturzył się
w pejzażu Pilicy
wyschłe stawy zanikły zielem
od lat bocian nie przynosi tu
miłości
Pozostała mądrość
w fornalu
który miał wizję
rudery puszczykowej

         
 
* * *

Nie chcę niczego zmieniać
odbierać czegokolwiek z wieczności
kamieni
wzgórz przedborskich
ani przemieszczać piasków
które Pilica przemienia
w matowe lustra
i co jakiś czas czyści
Nawet wierszy nie zmienię
niech zalegają w niwach boru
gdzie wiatr rozwieje zapach słowa
albo niech leżą kamieniem
długo

     
         
       
RODOWÓD

Ktokolwiek pomyśli o moich wierszach
niech wie że nie są moją zasługą
ich sedno przedborskie tkwi w naturze
dodałem im tylko nieco kolorytu
do bruków sklarowanych wiekami
do kapliczek wapnem inkrustowanych
choć są one choleryczne
do zapomnianych placów
Kaczych Dołów
Kęp
Windugi
Winnicy gdzie stał zamek
ktoś doda trochę legendy
człowiek zapyta człowieka
o rodowód tego miasteczka
ktoś może mnie wpisze
w wieczną księgę
Pilicy