Start Region Przyroda Kluby Prasa Poezja Galeria Linki
               
 
Archiwum I kw. 2008 r.

"W jubileuszowej X edycji konkursu >Plastyka zdobniczo-obrzędowa powiatu opoczyńskiego< wzięło udział 53 twórców ludowych.
W tym roku przedmiotem konkursu były tradycyjne pisanki, wykonane techniką batikową, nawiązujące swym wzornictwem do regionu opoczyńskiego oraz kwiaty: bibułkowe, bukiety, rózgi w parach lub pojedyncze. Nowością tegorocznej edycji były zabawki wykonane z papieru, drewna, tektury, wełny, tkaniny itp. Do konkursu złożono pisanki 22 twórców, kwiaty bibułkowe 46 twórców oraz tradycyjne zabawki 18 twórców. [...]
Organizatorami X edycji byli: Starostwo Powiatowe, Muzeum Regionalne, Spółdzielnia Rękodzieła Ludowego i Artystycznego, Miejski Dom Kultury Gminy i Miasta w Drzewicy oraz Bielowickie Stowarzyszenie Twórców i Przyjaciół Kultury Ludowej. [...]
Uroczyste podsumowanie konkursu i wręczenie nagród odbyło się w środę, 12 kwietnia, w Muzeum Regionalnym. [...]
Przez dziesięć lat konkurs cieszył się wysoką frekwencją i z każdym rokiem się rozrastał. W większości uczestnicy pochodzą z gminy Opoczno, ale od kilku lat przybywa twórców z gmin: Drzewica, Żarnów i Sławno."

hyd "Rozstrzygnięcie konkursu", "TOP - Tygodnik Opoczyński" nr 11 z 14 marca 2008 r.

*

"Grunty drzewickie były ubogie i bardzo rozdrobnione, zaś gospodarstwa małe. Rolników w Drzewicy posiadających gospodarstwa rolne większe jak 10 ha policzyć można było na palcach jednej dłoni. [...] Głównie uprawiano żyto i ziemniaki. [...] Rzadko na drzewickich polach zobaczyć można było niewielkie zagony przepięknie, błękitnie kwitnącej rośliny - lnu. Siano go tylko na działkach położonych w pobliżu stawu lub rzeki, bowiem len wymagał stanowisk wilgotnych. [...]
Len wysiewano w kwietniu na wąskich, długich zagonach o szerokości 1 m, aby było wygodnie plewić chwasty. Plewienie odbywało się przeważnie dwukrotnie w czasie wegetacji, kiedy rośliny osiągały wysokość 4 - 7 cm. [...] W końcu czerwca len pokrywał się drobnymi kwiatkami o pięknej, błękitnej barwie, zebranymi na szczycie rośliny w luźne baldachy. Lipiec był miesiącem dojrzewania lnu. Wówczas listki żółkły i opadały, a łodygi wraz z torebkami nasiennymi nabierały brunatnej barwy. Dojrzały len wyrywany był razem z korzeniami i wiązany w małe snopeczki o średnicy 5 - 7 cm. [...] Snopeczki ustawiano w podłużne kopki i pozostawiano na kilka dni do wyschnięcia. Omłotu dokonywano w zagrodzie na klepisku stodoły lub innym pomieszczeniu zadaszonym o utwardzonej podłodze. Narzędzia omłotowe to drewniana solidna ława i drewniana kijanka służąca również do prania. W czasie omłotu snopeczków nie rozwiązywano. Uzyskane w omłocie siemię oczyszczano z plew i przechowywano w workach przeznaczone do siewu w przyszłym roku lub do tłoczenia oleju w Adwencie lub Wielkim Poście. Wymłócone snopeczki wiązano w spore wiązki o średnicy około 0,5 m powrósłami z żytniej słomy. Tak przygotowane wiązki lniane poddawane były moczeniu. Moczenia dokonywano w stawie lub w rzece Drzewiczce. Pobliskie strumienie - Brzuśnia i Ciecierz nie nadawały się do tego zabiegu. Wybierano partie wody o głębokości 60 - 80 cm o dnie piaszczystym lub żwirowym, a ostatecznie o niewielkim zamuleniu. W wybranym miejscu wbijano w dno długie sosnowe kołki wystające ponad lustro wody. Miedzy te kołki układano snopki lnianej słomy i przyciskano kamieniami, żeby były całe zanurzone. Słoma przebywała w wodzie przez 3 - 4 tygodnie. Moczenie miało na celu zmniejszenie przylegania włókna otaczającego zdrewniałą część łodygi. Moczenie było kończone, kiedy źdźbło po złamaniu uwidaczniało odstawanie włókna. Wówczas wiązki rozwiązywano, a pojedyncze snopeczki dokładnie płukano w wodzie przy stanowisku, w którym się moczyły. Tak wymoczona lniana słoma była dokładnie wysuszona w przewiewnym nasłonecznionym miejscu i powiązana w spore wiązki, a potem przechowywana pod zadaszeniem aż do października. Zabieg moczenia zastępowany był tzw. roszeniem. Polegał ona na rozkładaniu słomy lnianej cienką warstwą na łące lub ściernisku. Roszenie było operacją niewygodną i długotrwałą, toteż nieczęsto je stosowano. Włókno otrzymywane z roszonej słomy było mocniejsze. Moczona lub roszona słoma, wysuszona i powiązana w spore wiązki, przechowywana musiała być w przewiewnym miejscu, aby nie uległa zbutwieniu. [...]
W październiku, którego nazwa pochodzi prawdopodobnie od lnianych paździerzy, zaczynano zasadniczą obróbkę słomy lnianej. [...] Pierwszym zabiegiem zmierzającym do otrzymania włókna było międlenie. [...] Polegało ono na drobnym łamaniu słomy celem oddzielenia twardego zdrewniałego rdzenia łodygi od włókna zalegającego na zewnętrznej powierzchni łodygi. [...] Do wykonywania czynności międlenia używano specjalnych narzędzi zwanych międlicami. [...] Następna operacja to tzw. czesanie, mające na celu segregację włókna na trzy frakcje. Pierwsza frakcja - najcenniejsza, to włókna cienkie, pozostające w garści po zakończeniu czesania, najdłuższe i najcieńsze pasemka. Druga frakcja to włókno zgrzebne, krótsze od cienkiego, które pozostawało na zębach czesaka. [...] Ostatnią frakcją były pakuły. Krótkie, zmierzwione i różnej grubości włókienka nienadające się do przędzenia. [...]
Potem następowała wyspecjalizowana i najbardziej perfekcyjna obróbka - przędzenie. [...]
Przędzenie odbywało się ręcznie przy pomocy wrzeciona. [...] Napełnione wrzeciono odkładano do pasmowania. Pasmowanie to operacja polegająca na przewinięciu przędzy z wrzeciona na motki. Do tego celu używało się prostego drewnianego narzędzia zwanego motowidłem. [...]
Kiedy zima była w pełni i nastąpiły mrozy, rozpoczynano uszlachetnianie przędzy lnianej. [...]
Jeszcze tej samej lub następnej zimy wykonywano tkanie płótna. Urządzeniem do tej czynności był warsztat tkacki, czyli krosno. [...] Tak powstawało płótno lniane - cienkie i zgrzebne. Ze zgrzebnego wykonywano worki, ubrania robocze męskie i kobiece, derki, płachty gospodarcze, parawany do rozdzielania izby mieszkalnej, zasłony itd."

Leszek Pierściński "Len - roślina włókno- i olejodajna", "Wieści znad Drzewiczki" nr 1/65/2008 r.

"Na przełomie marca i kwietnia ubiegłego roku relacjonowaliśmy dla czytelników TOP przebieg początków programu przywracania tradycyjnego bartnictwa w lasach Puszczy Pilickiej [...]
Obok nadpilickiech lasów kucie barci odbywało się także w Puszczy Świętokrzyskiej w Nadleśnictwie Staporków oraz w gminie Mniów. Najważniejszym punktem i gwoździem programu była obecność dwóch bartników z rosyjskiej Republiki Baszkirii położonej na południowym Uralu. [...]
[...] dwóch najlepszych bartników z parku narodowego Szulgan-Tasz pracowicie przekazywało tajniki bartnictwa polskim pszczelarzom. Pierwsze barcie zostały wykonane w okolicach Spały i Konewki. Kolejne w rezerwacie >Żądłowice<, już częściowo wspólnymi siłami polsko-baszkirskimi. Barcie z Żądłowic były dziane (tak nazywa się fachowo proces ich tworzenia) w formie egzaminu, jaki baszkirscy mistrzowie przeprowadzili swoim polskim uczniom. Na zakończenie został wyryty pierwszy w Polsce od 100 lat oryginalny znak bartny, będący komunikatem o przynależności danej barci. Łącznie w Puszczy Pilickiej wykonano 10 barci, a kilka następnych jest właśnie dzianych w lasach Puszczy Świętokrzyskiej. [...]
Dzikie i naturalne ule zakładane mogą być jedynie w starych i dojrzałych drzewostanach, umożliwiających wykucie obszernej barci. [...] zachowanie dużych drzew dla pszczół umożliwia ochronę dojrzałych ekosystemów leśnych. Nie bez znaczenia są tutaj także walory zdrowotne i smakowe miodu pochodzącego od takich pszczół. [...]
Jak dobrze pszczoły czują się w nadpilickich lasach, pokazują pierwsze już efekty prac polsko-baszkirskich bartników. Okazuje się, że zagospodarowanie nowych domów dla pszczół ma miejsce już w pięciu barciach. [...]
W połowie września w uralskie lasy wyruszyli pracownicy Nadleśnictwa Spała, Spalskiego Parku Krajobrazowego, bartnicy-uczniowie oraz wolontariusze i pracownic MŚTO oraz WWF - Polska. Głównym zadaniem było zdobycie dalszych umiejętności związanych z obsługą barci, przede wszystkim zaś przypatrywanie się miodobraniu, technikom zabezpieczania barci na zimę itp."

Jacek Tabor "Udany powrót bartnictwa", "TOP - Tygodnik Opoczyński" nr 10 z 7 marca 2008 r.

*

"Tu stacja Skansen, proszę wsiadać, drzwi zamykać! Już wkrótce takim komunikatem można będzie odprawiać wyimaginowane pociągi pasażerskie, odjeżdżające na niby ze Skansenu Rzeki Pilicy. Odpowiednim tłem do tego będzie niedawno odbudowana 112-letnia poczekalnia kolejowa, przeniesiona tutaj z przystanku >Czarnocin< (dawna nazwa >Wolbórka<). [...]
Oczywiście, nie mogło zabraknąć przebiegającego przed nią toru kolejowego. Liczący prawie 30 metrów odcinek toru z prawdziwymi szynami i drewnianymi podkładami został podarowany skansenowi przez piotrkowski Rejon Administrowania i Utrzymania Nieruchomości PKP SA. [...]
Zmontowany na powrót tor został już położony przed skansenową stacyjką. [...]
Na tym jednak nie koniec przywracania w skansenie klimatu dawnych kolei. [...] Całość >zagra< podczas dorocznej majówki historycznej, która odbędzie się w skansenie podczas długiego, majowego weekendu. Zabytkowa stacyjka wraz ze swoim oryginalnym otoczeniem stworzy znakomite tło do widowiska pt. >Wyjazd do nadpilickiego kurortu<, zaplanowanego przez skansen na piątkowe popołudnie 2 maja."

K.A. "Tu stacja Skansen...", "Tomaszowski Informator Tygodniowy" nr 10 z 7 marca 2008 r.

*

"W Dołach Brzeskich, wysypisku, gdzie zrzucamy kilkadziesiąt tysięcy ton odpadów rocznie, nie ma już miejsca. [...] Gdzie w takim razie piotrkowianie będą wyrzucać swoje odpady i czy zmiana lokalizacji wysypiska nie odbije się na ich kieszeni? [...]
Pamiętać musimy, tzn. pamiętać musi gmina Piotrków, o tym, że po prawie 30 latach składowania śmieci w Dołach Brzeskich, trzeba po sobie posprzątać. Po zakończeniu eksploatacji gmina będzie musiała zająć się rekultywacją wysypiska. [...]
Zgodnie z przepisami, rekultywacja powinna trwać do 30 lat, więc po zamknięciu składowiska i przykryciu śmieci 20-30- centymetrową warstwą, trzeba będzie obserwować wysypisko. Gmina ma również obowiązek monitorowania wód podziemnych na tym terenie [...] - mówi Michał Rżanek [wiceprezes MZGK].
Gdzie podzieją się nasze śmieci?
[...] Jak informuje wiceprezes MZGK, gmina Piotrków, jak dotąd, nie podpisała umowy z żadnym dysponentem składowiska odpadów. - [...] Trudno powiedzieć, co będzie dalej. Podejrzewam, że firmy odbierające śmieci od mieszkańców, będą je wywozić w inne miejsce [...] - mówi Michał Rżanek. [...]
Od nowego roku wzrosły opłaty za wywóz śmieci. Podwyżka weszła w życie głównie za sprawą rozporządzenia dotyczącego wzrostu tzw. opłaty marszałkowskiej z 15,71 zł do 75 zł za tonę odpadów złożonych na składowisku. [...]
Wzrost cen ma zmobilizować nas do segregowania odpadów. Czy wyczerpanie możliwości wysypiska w gminie Grabica oznacza dla nas kolejną podwyżkę za wywóz śmieci? - Mam nadzieję, że konkurencja między firmami wywożącymi odpady spowoduje, że ceny nie wzrosną w znacznym stopniu [...] - twierdzi wiceprezes MZGK.
[...] od dawna wiadomo, że w kwestii gospodarowania odpadami brakuje perspektywicznego myślenia. - W tej sprawie konieczne jest porozumienie międzygminne, współpraca. Za chwilę skończą się możliwości innych wysypisk w okolicznych gminach. Nowe składowiska muszą być urządzane w oparciu o zaostrzone normy ochrony środowiska, a tym samym znacznie kosztowniejsze niż obecnie. Racjonalność działania wskazuje na połączenie sił gmin rejonu piotrkowskiego przy rozwiązywaniu problemu składowania odpadów - sugeruje Michał Rżanek."

Aleksandra Stańczyk "Zamykają wysypisko i...", "Tydzień Trybunalski" nr 10 z 6 marca 2008 r.

*

"We wtorek, 26 lutego, uczniowie ZSP nr 1 należący do Koła Miłośników Książki wraz z jego opiekunką Marzeną Warczyńską odwiedzili czytelnię Powiatowej i Miejskiej Biblioteki Publicznej.
Uczestniczyli w lekcji bibliotecznej poświęconej opoczyńskim czasopismom regionalnym [...]
Dzięki zbiorom muzealnym młodzież miała również okazję obejrzenia prasy regionalnej przedwojennej oraz aktualnie ukazującej się."

"Poznali czasopisma regionalne", "TOP - Tygodnik Opoczyński" nr 9 z 29 lutego 2008 r.

*

"Joanna Kacperczyk: - Jakie korzyści odniesie Wolbórz z tego, że stanie się miastem?
Henryk Sęk [wójt gminy Wolbórz]: - Przede wszystkim wzrośnie prestiż miejscowości, a dzięki całej tej procedurze mamy też szansę na doskonałą promocję naszej miejscowości. [...] Pochodną tego będzie następna, bardziej już wymierna korzyść, czyli niewątpliwie większe zainteresowanie inwestorów, którzy niekoniecznie dążą do dużych miast. [...]
- [...] jednym z warunków nadania statusu miasta jest miejski charakter danej gminy...
- To nie jest nasz najmocniejszy punkt i liczymy się z tym, że komisja może mieć tutaj pewne uwagi, jeśli chodzi o procent terenów rolnych w stosunku do pozostałych. [...]
- Wśród pozostałych warunków do spełnienia jest m.in. odpowiedni poziom infrastruktury, obecność takich instytucji jak poczta, bank, ośrodek zdrowia, kościół, ale także wszystkie media - czyli również kanalizacja...
- W tej chwili praktycznie każde z tych wymagań już spełniamy. [...]
- [...] Wolbórz przez większą część swego ponad 900-letniego istnienia był miastem...
- W 1273 r. książę sieradzki, Leszek Czarny, nadał Wolborzowi prawa miejskie, którymi mieszkańcy cieszyli się aż do 1870, a więc przez ponad 600 lat. Te prawa odebrały nam władze carskie za udział w powstaniu styczniowym. [...]
- [...] kiedy Wolbórz ma stać się na powrót miastem?
- 1 stycznia 2010.
- Dlaczego akurat 2010?
- Ma to związek z uroczystościami, które się wówczas u nas odbędą, tzn. 600-lecie wymarszu pod Grunwald. Dokładnie stąd 26 czerwca 1410 wojska polskie wyruszyły na jedną z najsłynniejszych bitew z Krzyżakami."

"Miasto Wolbórz?", "Ziemia Piotrkowska" nr 9 z 29 lutego 2008 r.

*

"[...] wyruszyliśmy w końcu września z grupą pasjonatów bartnictwa do Baszkirii na miodobranie jedynego na świecie miodu pozyskiwanego od dzikich pszczół. [...]
Wyjazd był elementem >Programu przywracania w Polsce dawnego bartnictwa< realizowanego przez Mazowiecko-Świętokrzyskie Towarzystwo Ornitologiczne i WWF - Polska [...] ze znacznym udziałem finansowym Globalnego Funduszu Środowiska ONZ. To w jego ramach wczesną wiosną gościliśmy w lasach Puszczy Pilickiej dwóch bartników z południowego Uralu [...] To wówczas wykutych zostało 8 pierwszych barci w Polsce po kilkudziesięciu latach. Działo się to w lasach Spalskich i Koneckich, oczywiście z udziałem i pod okiem naszych mistrzów z Baszkirii - Raisa Galina i Ahtiama Isanamanowa.
Aby nauka nie poszła w lasach i program mógł się dalej rozwijać, potrzebny był wyjazd do naszych nauczycieli na miodobranie. [...]
Wspaniały miód wybierany jest z barci i kłód umieszczonych głównie na sosnach. Drzewa te nie są tak wysokie jak u nas, gdyż nie rosną w sztucznym zwarciu. Jednak są równie grube co nasze spalskie olbrzymy. Z dużym zaangażowaniem i pasją, wspólnie dokonywaliśmy wybierań miodu, dokładnie stosując się do baszkirskiej techniki poruszania się po drzewie, a także pracy przy pszczołach. [...]
Niestety tegoroczna susza dotknęła także i południowy Ural i w wielu barciach i kłodach miodu nie było pod dostatkiem. Problemem także i tam jest waroza, jednak jak wynika z badań prowadzonych przez Kosariewa - dyrektora parku, pszczoły w barciach są o 30-40% bardziej odporne na tego pasożyta od pszczół w ulach. Wiąże się to m.in. z inną wilgotnością, temperaturą panującą w barciach. Wyniki tych badań planujemy, wspólnie z WWF - Polska i Rosja, przedstawić w przyszłym roku na międzynarodowej konferencji bartnej w Spale. [...]
Pełni wrażeń, bogatsi w nowe umiejętności wróciliśmy w nasze, także piękne, Lasy Spalskie, aby dalej rozwijać program przywracania bartnictwa w Polsce. Będzie pomagać nam w tym propagacyjny i edukacyjny film nakręcony przez WWF, a którego emisja już niebawem odbędzie się w TVP."

Jacek Tabor "Baszkiria - kraina miodem płynąca", "TOP - Tygodnik Opoczyński" nr 2 z 11 stycznia 2008 r.

*

"Staraniem Wydziału Informacji Turystycznej i Promocji Starostwa przy współudziale Urzędu Miasta, urzędów gmin oraz Skansenu Rzeki Pilicy wydano w końcówce minionego roku mapę turystyczno-administracyjną >Zalew Sulejowski, Spała, Tomaszów nad Pilicą<.[...] Oznaczono rezerwaty przyrody, parki krajobrazowe, szlaki turystyczne. Wymieniono ośrodki wypoczynkowe, hotele, bazy turystyczne, gospodarstwa agroturystyczne, restauracje. [...]
Uważam tę mapę za najlepszą z dotychczas wydanych..."

JaPa "Nareszcie dobra mapa", "Tomaszowski Informator Tygodniowy" nr 2 z 11 stycznia 2008 r.

*

"Od kilku lat nasze kasztanowce są atakowane przez szrotówka kasztanowcowiaczka. Jedną z metod ochrony drzew przed tym szkodnikiem jest zbieranie i niszczenie liści, na których żerują jego larwy. Odbywa się to jesienią, gdy drzewa zrzucą już liście. Brak działania skazuje kasztanowce na powolne obumieranie.
W tym roku na apel Urzędu Miasta o pomoc przy zbieraniu liści odpowiedziało 11 podmiotów i dwie osoby prywatne. [...] Łącznie udało się zebrać 183 worki liści ( w 2006 r. było ich 145).
[...] Akcję ratowania drzew prowadzi Wydział Inżyniera Miasta przy udziale Zakładu Urządzania i Konserwacji Zieleni oraz firmy Sulo Polska."

imejly "Ratowali kasztanowce", "Tomaszowski Informator Tygodniowy" nr 1 z 4 stycznia 2008 r.

*

"Najnowsza powieść Rafała Orlewskiego - "Sute Mosty" - nawiązuje do przeszłości Witowa i Kłudzic - miejscowości leżących w gminie Sulejów. Dzieje mieszkańców miejscowości Sute Mosty są dla autora punktem wyjścia do przyjrzenia się obyczajowości i codziennemu życiu mieszkańców XIX - wiecznej wioski leżącej w naszym powiecie. O jej istnieniu autor dowiedział się przypadkiem, ale po sprawdzeniu zdobytych wiadomości okazało się, że zaczyna ją widzieć oczami wyobraźni. Powstała opowieść, którą czyta się z niemałym zainteresowaniem. Nie tylko będąc mieszkańcem Witowa czy Kłudzic...

Z pisarzem, Rafałem Orlewskim na temat jego najnowszej powieści "Sute mosty" rozmawia Anna Warych.
A. W.: - W jakim stopniu Pana powieść odzwierciedla dzieje miejscowości gminy Sulejów - Witowa i Kłudzic?
Rafał Orlewski: - To nie są dzieje tego miejsca. Nie zamierzałem pisać powieści historycznej, lecz obyczajową. Są w niej tylko echa powstania styczniowego. Książka jest beletrystyczną próbą ukazania jednej z XIX-wiecznych wiosek i życia jej mieszkańców w zaborze rosyjskim. Starałem się pokazać przede wszystkim codzienność, walkę o przetrwanie, nadzieje i troski, dramaty rodzinne, słowem - trudną dziś do zrozumienia sytuację życiową. Zawsze mnie interesował człowiek, jego przeżycia i wpływ, jaki wywiera na niego otoczenie. A o tym, że kiedyś istniała wieś o nazwie Sute Mosty, dowiedziałem się przypadkiem. Spenetrowałem, co się dało, sprawdziłem i... powoli zacząłem "widzieć" w głowie tę wieś. Wcześniej znałem tylko jednego człowieka z tej wsi, z Kłudzic - poetę Hieronima Szczura. [...]
- Czego nowego o swych wsiach mogą się dowiedzieć z powieści ich mieszkańcy?
- Tego, co jest w książce, czyli jak żyli ich przodkowie przed z górą stu laty. Bardziej wnikliwi dopatrzą się więcej, np. podobieństw i różnic w problemach, zachowaniach, mentalności dawnych ziomków i własnych. Dostrzegą także zmiany w otoczeniu i okolicy. [...]
- Jakie byłyby - a może będą - dalsze losy jednej z głównych bohaterek, Klary?
- One są skrótowo opowiedziane już w tej książce. [...] wszystkie postacie powieści oraz cała jej treść to wyobraźnia autora, jego znajomość realiów dawnej wsi i tzw. wiejskości. I choć niektóre nazwiska bohaterów książki można znaleźć wśród dzisiejszych mieszkańców Piotrkowa i okolic, to ta zbieżność jest przypadkowa. Życie Klary i innych postaci książki można by opisać w następnej powieści. Jednak sagi nie napiszę. "Sute Mosty" są utworem zamkniętym, otwieranym tylko do czytania. [...] Marzy mi się tylko, by po tę powieść sięgnęli ci, których antenatów i te miejsca opisałem. Przecież nie o każdej wsi napisano powieść..."

Anna Warych "Nie o każdej wsi napisano powieść...", "Tydzień Trybunalski" nr 1 z 3 stycznia 2008 r.